Wszystkie wpisy

wtorek, 12 stycznia 2016

Podsumowanie 2015 - muzyka


Cześć.

Druga część mojego podsumowania roku i (chyba) dla mnie ważniejsza. Muzycznie to był dla mnie rok pełen odkryć i powrotów do starych miłości, chociaż nie wszystkie były udane. Według Spotify przesłuchałem łącznie ponad 50.000 minut muzyki w 2015. Chyba jest więc co podsumowywać :)

1 - Płyta roku
Jeżeli miałbym określić po ilości odtworzeń wybór byłby prosty i dosyć  oczywisty, czyli Disclosure i ich najnowsza płyta Caracal:


Absolutnie nie chcę ujmować klasie tego wydawnictwa, bo tylko podtrzymuje poziom pierwszej płytki (szczególnie polecam numery z Lorde i Brendanem). Jednak jeśli ktoś by mnie kiedy pytają mnie jaka jest moja ulubiona płyta zeszłego roku odpowiadam Jamie xx:


Jeżeli nie kojarzycie tego pana, jest on członkiem zespołu The xx (trudno się domyślić). Po wydaniu kilku utworków w końcu świat doczekał się ociekającego zajebistością LP, od którego nie da się uciec po jego przesłuchaniu. Osobiście jest to dla mnie geniusz w czystej postaci. Płyta jest jedną wielką całością (mimo swojej różnorodności), niektóre sample przyprawiają o eargasm, a numer 9 w albumie włączony rano sprawia, że nie ma opcji wstać z dobrym humorem rano. Powiedziałbym więcej, ale nie umiem. Po prostu posłuchaj. :)


2 - Piosenka roku
Długo się wahałem, ale ostatecznie wybieram piosenkę, z której emocje aż się wylewają (i to nie przez mocny wokal):




Foals wydali płytę w tym roku o tym samym tytule co pierwszy singiel (powyżej). Album faktycznie fajny, ale dla mnie cała ich nowa odsłona wyjaśniona jest w tym kawałku. Pasuje mi tutaj wszystko - estetyka, koncepcja piosenki, wokal, mocna perkusja. Dopełnieniem jest teledysk, gotowy na to, aby z miejsca dostać jakąś nagrodę. W którymś z wywiadów poprzedzających wydanie LP wokalista przyznał, że wręcz "rzucili się" do instrumentów i stworzyli ten materiał. Jeżeli tak wygląda owoc ich pracy "na głodzie", to ja proszę takie operacje stosować o wiele, wiele częściej.
Chcę tylko podkreślić, że wybrałem jedną z wielu piosenek, które zapętlałem przez ostatnie 365 dni. Jest wiele innych, które wrzucałem także TUTAJ. Aktualnie wieje tam nudą, ale obiecuję coś z tym zrobić :)


3 - Artysta roku

Wybór dla mnie jest oczywisty:



Korci mnie, aby napisać więcej o jednym z moich ulubionych muzyków, ale wydaje płytę w połowie lutego. Oczekujcie obszernej opowieści, bo stałem się ostatnio strasznym groupie (jakkolwiek źle to nie brzmi). Po prostu posłuchajcie tego, co zrobił parę dni temu dla Brytyjskiego radia BBC.


4 - Fuckup roku
Najwięcej żalu (także na moim twitterze, zapraszam) wylałem na powrót zespołu, który wielbiłem za gówniarza:

Oczywiście chodzi o Coldplay i ich najnowszą płytę, wydaną pod koniec zeszłego roku. Singiel (KLIK) moim zdaniem nie zapowiadał nadchodzącej tragedii (ciężko użyć tego słowa, ale idealnie oddaje moje rozczarowanie), był lekki, przyjemny i mimo tego, że nie nawiązywał stylistyką do wcześniejszych dokonań zespołu. Żeby nie było, przez dokonania rozumiem pierwsze płyty (mam w domu live z 2003 roku i znam na pamięć każdy występ). Niestety, na moją niekorzyść większość płyty to utwory, które zdają się być odrzucone przy wyborze poprzedniej. Większość z nich jest nudnawa i absolutnie za nic nie chwyta. Totalnym nieporozumieniem jest dla mnie (nomen omen najbardziej chwytliwy z LP) numer z Bijąse w którym średnio słychać bijąse :/ No ale może po prostu się czepiam, dla mnie wcześniejszy Coldplay to był prawdziwy Coldplay.



Oczywiście, jeżeli zagrają koncert w PL, będę pierwszym który się wybierze. Chociażby z sentymentu :)

5 - Debiut roku
Oczywiste (nie, nie Kortez):


Nigdy, przenigdy nie słuchałem rapsów ani innych hiphopsów. Niezbyt podobała mi się cała otoczka towarzysząca tym gatunkom oraz estetyka tych utworów. Nagle w moje uszy wpada reprezentant hipsterskiego rapu z nietypowym floł (jak mówią jego fani hejterzy) i zmienia moje wyobrażenie o tej muzyce. Nie każdy musi mieć spodnie z krokiem w kolanie, używać przekleństw jako przecinka a nie jako środka przekazu i dissować kolegów dookoła. Tutaj jest coś więcej jak się okazuje. Byłem na koncercie, nie żałuję (chociaż między Bogiem a prawdą niewiele z koncertu pamiętam).


Miałem okazję widzieć wielu artystów na żywo. Oczywiście większość na Openerze, na którym w końcu się pojawiłem (relacja - KLIK), ale także na innych (między innymi Natalia Nykiel, której szczerze kibicuję).

Jestem niezwykle ciekawy, co przyniesie ten rok w muzyce. Z pewnością pojawię się na jakimś festiwalu (lineup Openera już teraz jest bardzo imponujący) i czaję się też na kilka pojedynczych koncertów.
Może - w miarę czasu - uda mi się stworzyć playlistę z rzeczami, których słuchałem w roku ubiegłym z uśmiechem na twarzy. Stay Tuned!

Mat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz