Wszystkie wpisy

niedziela, 16 sierpnia 2015

Serial wszech czasów czy perfect timing?



Cześć :)

Do niedawna prowadziłem bloga popkulturalnego nie widząc wszystkich sezonów 'Przyjaciół'. Wcześniej widziałem parę odcinków (na tvn7 około południa w latach młodzieńczych). Do dzisiaj pamiętam kiedy nawet do Polski docierały plotki na temat kłótni na planie, wysokości honorarium czy trudności dopięcia wszystkiego do 10 sezonu. Na szczęście - zgodnie z tytułem - POPrawiłem się i około miesiąc temu zakończyłem proces oglądania wszystkich dziesięciu (czyli ponad 220 odcinków) tego prawdopodobnie najpopularniejszego serialu komediowego na świecie. Moje spostrzeżenia?
(Uwaga! Mogę spoilerować :) )

Na początku moje wyznanie - jeżeli ktoś spotka ją w realnym świecie powiedzcie, że mogę się z nią ożenić.


Phoebe - zwłaszcza z pierwszych sezonów - jest uosobieniem hipisowskiego stylu bycia. Pokręcone rodzinne historie, epizod z bezdomnością, brak kasy czy wegetarianizm - wszystko to połączone specyficznym zachowaniem i niecodziennym (nawet jak na tamte lata) ubiorem osadził Lisę Kudrow na miejscu 'tej śmiesznej' w serialu. Oczywiście, był jeszcze humor Chandlera oraz wątpliwa inteligencja Joeya, jednak to wokół Phoebe (albo jak w polskim dubbingu mówili fubu) skupia się większość komediowej części.

W ogóle nie wiem, czy macie tak samo, ale jest bardzo mało seriali/filmów, które śmieszą mnie kiedy jestem sam. Wiadomo, w towarzystwie - chcesz czy nie - ubierasz pewnego rodzaju maskę i niektóre rzeczy wydają Ci się śmieszniejsze. Gagi w 'Przyjaciołach', mimo że przewidywalne i wiekowe śmieszą cały czas. 



Do ponadczasowości wrócę jeszcze później. Faktem jest jednak, że śmieszy nadal, nawet w samotności :)

10 sezonów to łącznie 10 lat kręcenia serialu (w USA wygląda to inaczej niż u nas, czyli sezon na rok).  Idealnie widać to, jak zmieniali się przez ten czas bohaterowie, i nie mam tu na myśli wyglądu czy techniki kręcenia. Rachel początkowo była książkowym przykładem rozpuszczonego dzieciaka, kompletnie nieprzystosowanego do rzeczywistości. W trakcie serialu dostała dobrą pracę, urodziła dziecko i finalnie (choć moim zdaniem dziwnie) związała się z Rossem (tym od dinozaurów).
Ważnym etapem dla serialu był też drugi związek - Moniki i Chandlera. Teoretycznie zupełnie do siebie nie pasowali - ona była Justyną Steczkowską a on Rafałem Brzozowskim. 


Jak widać, scenarzyści serialowi zaskakują.


Czy dzisiaj serial odniósłby taki sam sukces?
Musiałbym mieć szklaną kulę (albo chociaż czytać horoskopy) żeby wypowiedzieć się na ten temat. Nie sposób negować tego, że "Przyjaciele" są uznawani za kultowy (i to całkowicie zasłużenie). Trzeba pamiętać, że w latach 90. (a już na pewno w Stanach) serial miał trafiać do określonej grupy ludzi (czyli młokosów z miasta, w podobnym wieku, przed ustatkowaniem się, z brakiem kasy). Oczywiście, przez te 10 lat sama grupa docelowa dorosła, tak samo jak bohaterowie - znaleźli dobrą i stabilną pracę, wzięli śluby (no, oprócz Joey'a), generalnie ułożyli sobie życie. Mimo wszystko, serial przez cały swój okres trwania elektryzował miliony ludzi (i to nie tylko wielkomiejskich dwudziestolatków zza oceanu). I za to należy się szacunek utrzymania poziomu (a nawet jego podwyższania, ale to tylko moim zdaniem) przez te 10 lat.
W dzisiejszych czasach z pewnością musiałoby być parę modyfikacji.

(wizja powrotu)

Czasy się zmieniły. Kiedyś Ross chwalił się że ma PAGER (serio), teraz więcej rozmawiamy na snapchacie niż w realu.
Ja jednak bym zaryzykował i poczekał na reunion. Oczywiście to niemożliwe, ale jako fan nie pozostaje mi nic innego :)

A teraz wybaczcie, udam się z kumplami.


Więcej grzechów nie pamiętam
Mateusz

2 komentarze:

  1. Czytałam ten Twój wpis, kiedy jeszcze siedziałam sobie w Ełku. I bardzo mnie poruszył. Też uwielbiałam "Przyjaciół", choć nie mogę powiedzieć, że widziałam wszystkie odcinki. (Chwała Tobie)! No i doszłam do miejsca, w którym wrzucasz link na yt do jakby traileru współczesnej wersji. Cholera jasna. Jak dużo w tym prawdy! Zresztą rozmawialiśmy o tym na koncercie The Dumplings trochę. Nie jestem przeciwko rozwojowi cywilizacji. Jestem po prostu przeciwko ścianom, jakie między sobą mimowolnie stawiamy.
    Pozdro, Mati, ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cały czas podtrzymuję swoje zdanie. Demonizowanie wszystkich nowości i technologi nie ma sensu. Staram się pamiętać, że to ma pomagać życiu, a nie je zastępować. No ale cóż, Globalna wioska i te sprawy. :)

      Usuń