Wszystkie wpisy

czwartek, 20 sierpnia 2015

Książę Volvo i żebrak Żytnia (po drodze jeszcze Fakt)

Social Media Ninja w swoim naturalnym środowisku

Cześć :)

Dużo siedzę na fejsie. Pewnie większość z Was tak ma, więc mniej więcej orientujecie się, że fanpejdże wszystkich poważniejszych firm są prowadzone przez profesjonalne agencje pomagające komunikować się  z klientem. Kojarzycie też pojęcie 'Kryzysu w Social Media' czy też 'Social Media Ninja'. Tak się akurat składa, że marki - bohaterzy tego wpisu byli gospodarzami owego kryzysu. Problem jest taki, że tylko jeden z nich wyszedł z twarzą. Drugi po prostu wyszedł (a nawet został zwolniony).


Zacznę od tragicznego w skutkach postu na fanpage Żytniej Extra (taka wódka - info dla abstynentów). Wiadomo, przez ograniczenia co do reklamowania alkoholu w mediach tradycyjnych (zakaz wypuszczania reklam przed 22:00) powodują, że Facebook może okazać się dobrą platformą do 'sprzedaży' produktu oraz wyrobienia dobrej marki. Żytnia Extra w swoich postach próbowała więc wykreować się na młodą duchem, smaczną ciałem, tradycyjną, acz kuszącą wieczorną przyjemność. 
NAGLE:



Niby śmieszne (no dobra, może suche), ale z pomysłem. Szkoda tylko, że community manager nie sprawdził skąd w ogóle to zdjęcie jest. Wyszło trochę głupio, ponieważ osoba niesiona przez kompanów to elektryk, który został postrzelony przez ZOMOwców (demonstracja w Lublinie, 1982). 
Internet takich rzeczy nie zapomina i nie wybacza, widzicie zresztą komentarze.
W ciągu ostatniej doby (mniej więcej tyle minęło od publikacji) marka przeżyła prawdziwy shitstorm, afera wypłynęła bardzo szybko, a nawet (co często się nie zdarza) miała swoje parę sekund w telewizjach informacyjnych. Zdjęcie szybko usunięto, przeproszono wszystkich urażonych, zarząd Polmosu - spółki zarządzającej marką Żytnia Extra - zwolniła agencję odpowiedzialną za opublikowanie posta. Niesmak pozostał jednak duży, porównywalny do goryczy, którą człowiek ma po wypiciu setki bez popity.

Według mnie klasyczny przykład nieuwagi połączony z pechem i brakiem orientacji (przepraszam, może jestem jakiś zapobiegawczy, ale patrząc na takie zdjęcie nie pomyślałbym na pierwszym miejscu, że to jest zdjęcie z jakiegoś melanżu, takie fotki strzela się w erze smartfonów i cyfrowej fotografii). Zwłaszcza teraz, kiedy liczy się każdy lajk i każdy share, trzeba być potrójnie ostrożnym.


Na dużo Lajków i szerów mógł liczyć też autor poniższego screena:



Z jednej strony trudno się dziwić irytacji - kto z nas nie otrzymuje spamu na maila albo niechciane smsy 'pobierz najnowszy hit SEPSY - naucz mnie'... Niewielu jednak pomyślało, żeby uderzyć z tym do samego źródła, czyli adresata. Jeszcze mniejsza grupa zrobiła to w taki oto sposób.
Dla samej marki to mógł być duży cios - nie znam osoby, która cieszy się z takich reklam. Na szczęście ktoś z marketingu przypomniał sobie, że zadający pytanie (bądź stosujący odezwę) naraża się na odpowiedź i parę chwil później stali się autorami prawdopodobnie najlepszej odpowiedzi na hejterską akcję w tym roku:


Punkt dla Szwedów.
Celnie, niezbyt prześmiewczo, z szacunkiem jednak lekko zadziornie. Real time marketing w najlepszym wydaniu, i cytuję tutaj tych, którzy znają się o wiele bardziej ode mnie. Obyło się bez zwolnienia ani niepotrzebnej afery, załagodzono konflikt, 'uhonorowano' urażonego spamem kolesia, a po wszystkim nie patrzysz na Volvo jako markę spamującą skrzynki mailowe i sms-owe tylko jako zespół kolesi z dystansem. I - z tego co się orientuję - o to chodzi.



Wszystko to zdarzyło się w przeciągu ostatnich 24 godzin (oczywiście przypadkowo), jednak dobitnie pokazuje, jak bardzo otwarty umysł i umiejętność odpowiedniego reagowania jest przydatna w pracy, w której zarządzasz jakąś społecznością. Ciężko jest w stu procentach porównać obydwie sytuacje (ponieważ Żytnia była prowokatorem całego hejtu, Volvo dostało prezent :) ) ale - jak się okazuje - oddanie głosu ludziom i możliwość komentowania 'na żywo' działań marketingowych ulubionych marek może doprowadzić do poważnych uszczerbków na wizerunku. Wcześniej nikt do siebie nie dzwonił po obejrzeniu niestosownej reklamy w tv, co? :)


Mam dużą nadzieję, że te sytuacje napędzą mnie do pisania pracy licencjackiej (o kryzysach w SM, PRZYPADEK?)

Więcej grzechów już nie pamiętam
Mateusz


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałem się odnieść jeszcze do dzisiejszej afery wywołanej przez mój ulubiony (zaraz po Superaku) tabloid Fakt (który jest kupowany w większej ilości niż GW).
Dla niezorientowanych - dzisiaj na ich okładce znalazło się zdjęcie dziewczynki zaatakowanej siekierą, chwilę przed trafieniem do karetki. Z krwią wokół. Z przerażoną miną.
Moje zasięgi na tym blogu są niczym w porównaniu do ich nakładu, jednak Droga Redakcjo, udowodniliście, że miejsce waszego wydawnictwa znajduje się głęboko w koszu na śmieci, po uprzednim wytarciu sobie za jego pomocą brudnych butów. A osobie, która pozwoliła na to, że zdjęcie znalazło się w tabloidzie (nie mylić z gazetą) gratuluję premii za zwiększenie nakładu i sprzedaży. Mam nadzieję, że kupisz sobie za to godność, którą straciłeś/straciłaś podczas podejmowania decyzji. Pozdrawiam. 

4 komentarze:

  1. Mateusz, rewelacyjny wpis, naprawdę, jeden z Twoich najlepszych.
    Nie wiedziałam ani o jednym, ani o drugim. Wpadka agencji zatrudnionej przez Żytnią - zatrważająca. Trochę się pośmiałam, jak to ja, w traumatycznych sytuacjach, a potem zaczęłam myśleć o tym biednym człowieku, któremu nie chciało się sprawdzić, skąd ta fota. Też mam często takie momenty, ale jestem świadoma, że najmniejszy błąd może mnie sporo kosztować. Pewnie teraz na tym człowieku wieszają psy (albo i koty) w tej agencji, bo stracili niezłego kontrahenta. Mam nadzieję, że nie stracił pracy. Ale będzie miał nauczkę zapewne po wsze czasy.

    Volvo rewelacyjnie się zachowali - taka interakcja jest bardzo intrygująca i inspirująca. Natchnęła mnie. Jeszcze nie wiem, do czego, ale dzięki Twojemu postowi czuję się mądrzejsza.

    Oby tak dalej, Mati!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze dziękuję :)
      Ogólna refleksja jest taka, że to już nie jest czwarta siła (czy któraśtam). Ważne, żeby tego nie bagatelizować. Ale przecież Ty tego nie robisz. ;)

      Usuń
  2. Serio wiadomość do Volvo nazywasz kryzysem? Przecież oni nie odpowiadając już wygrywali :)
    Kryzysów jest naprawdę bardzo mało (patrz żytnia) i nie ma co naciągać takich sytuacji, co z kryzysem nie mają nic wspólnego

    Krzysiek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kryzys w social mediach jest zdarzeniem, które zaistniało w social mediach bądź zostało przez nie wzmocnione, skutkiem czego pojawiły się liczne negatywne publikacje w mediach mainstreamowych zmiany w procesie biznesowym albo duża strata finansowa lub wizerunkowa" - Za Altimeter Group.

      Dopóki nie odpowiedzieli buzz ze strony marketerów i grup SM w Polsce był bardzo duży, więc na moje jest to kryzys :) Poza tym, kryzysów mających swój ciąg dalszy w mediach tradycyjnych jest bardzo mało, fakt (oprócz żytniej ja jeszcze pamiętam NC+), jednak nie bagatelizowałbym tego co się dzieje tylko w internecie.

      Dzięki za opinie!

      Usuń