Wszystkie wpisy

wtorek, 9 czerwca 2015

Eurowizja 2015 - moja analiza i wymarzone top 5


Cześć.


Wiem że nie uwierzycie, ale czekałem specjalnie.
Przekalkulowałem wszystko na spokojnie i przeczytałem analizy wszystkich osób, które w Polsce mówią o konkursie mądrze i racjonalnie (jeżeli kogokolwiek to zainteresuje polecam profil Szymona Stellmaszyka, czyli człowieka, który wie aż za dużo :) ). Ponieważ minęło już trochę czasu skupię się na tym, co w sumie zostało w mediach po takim czasie.



1- Zwycięzca i jego problemy z plagiatami



Tak w razie czego, gdyby ktoś nie wiedział, wygrał Mans, a co najważniejsze - po raz pierwszy od paru ładnych lat udało mi się wytypować poprawnie zwycięzcę. Było to dosyć przewidywalne, w samym Wiedniu z tego co wiem dziennikarze od początku zachwycali się Szwedzką ekipą.
Mały pro tip - zawsze przy oglądaniu reprezentantów poszczególnych nacji (zazwyczaj wybierani są na początku roku) bardzo dużą uwagę zwracam na pierwsze wrażenie. Ogromna część głosujących słyszy kompozycje po raz pierwszy, więc to w dużej mierze konkurs na 'sprzedanie' czegoś w trzy minuty. Mans sprzedał to najlepiej ze wszystkich i trudno się z tym kłócić, bo to po prostu robiło wrażenie.

Klimaty retro.

Przed finałem nie miał jednak lekko - a to plagiat 'Lovers on The sun' Davida Guetty, a to stworzenie z wizualizacji żywcem zerżnięte od jakiegoś alternatywnego artysty... Słowem - było ciekawie.Na szczęście ekipa była na bieżąco, mądre głowy powiedziały że to tylko PODOBNE a nie plagiat (posłuchajcie zwrotki od Guetty...), ludzik pogrubiony. Wszyscy są szczęśliwi, w domku ciepło, dzieci jedzą ciepły budyń, a Szwecja po raz szósty w swojej historii wygrywa największy konkurs muzyczny na Świecie.


2 - Polski wynik


Błagam, dajcie już wszyscy spokój. 
Oczywiście, jestem szczęśliwy i to bardzo, że drugi rok z rzędu udało się nam awansować do finałowej stawki, że występ był elegancki i sama Monika nikogo nie zawiodła. I tyle, nie doszukujmy się niczego innego. Jakkolwiek bardzo zagryzałeś zęby na chwyty typu 'pokażemy na telebimach obrazki sprzed wypadku i damy brawa z puszki' ciesz się że w ogóle trafiliśmy do finału, bo po raz kolejny Polonia zrobiła swoje. 'In the name of love' nie miało zadatków na zwycięstwo, na pierwszą dziesiątkę zresztą też. Jak zauważył Szymon (pisałem wyżej) przy obecnym rozkładzie sił i mobilizacji Polonii rozsianej po całej europie przy dobrej piosence i nie gorszej prezentacji nie powinniśmy mieć problemu z dotarciem do finału. Później trzeba już faktycznie pokazać więcej (czytaj : oprócz widzów zachwycić też jurorów). I tu kolejna kwestia:


3- Międzynarodowy spisek jury i wielka zniewaga widzów

Od paru ładnych lat w konkursie uczestniczy panel jurorski (każdy kraj ma swój). Obecnie jest ich piątka i każdy tworzy swój ranking danego koncertu. Potem te głosy są sumowane z rankingiem widzów i na podstawie tego ustalana jest punktacja z danego kraju. Nie trudno wywnioskować, że Polska propozycja była dosyć wysoko u widzów, jednak u jurorów na szarym końcu. I tutaj wzorem wpisu z zeszłego roku przypominam - nasza piosenka po prostu była... słaba. Donatan&Cleo&Cycki rok temu dali bardzo efektowny popis, pamiętajmy jednak, że jurorzy zbytnio na wielkość miseczki nie patrzą. 
Bardziej jednak kontrowersyjne - i z tym się zgadzam - jest głosowanie polityczne, nawet wśród panelu jurorskiego. Przecież Jury zostało wprowadzone właśnie po to, aby je ograniczyć, więc dlaczego do jasnej cholery każdy (powtarzam : KAŻDY) członek Jury z Azerbejdżanu na ostatnim miejscu obstawił piosenkę... Armeńską? Takich przykładów jest więcej, i ciężko tutaj mówić o przypadku. A widzowie są zawiedzeni, że ich ulubiona piosenka dostała 5 punktów zamiast 12. Ta piątka ludzi ma bardzo duży wkład w głosowanie, nie ma miejsca na sympatie polityczne. Zapominalskim przypominam, że to jest konkurs muzyczny, a tym, którzy chcą spuszczenia jurorów w miejscu, gdzie król chodzi piechotą z pozdrowieniami przesyłam skrót piosenek, które znalazły się w finale w 2008 roku, może przypomnicie sobie poziom konkursu:

Ot Paradoks. Zostawcie Jury, ale zróbcie coś, żeby nie było za nich wstyd w niektórych przypadkach.



Generalnie jeżeli mam podsumować wszystko, to Eurowizja 2015<Eurowizja 2014. Naoglądałem się już Eurowizji niejednej, ta była po prostu biedna. Oprawa kiepska, prowadzące bym zredukował o 50% (sama Konczita Kiełbasa i Pani w blond włosach by wystarczyły), praca kamery tragiczna. Cieszy wzrost poziomu i coraz mniej sztucznych ogni strzelających spod pachy, jak to powiedział Artur Orzech 'idziemy w dobrym kierunku'. Oby tak dalej... i jak najdalej od organizacji na takim poziomie :) Ale może po prostu się czepiam.

No i na deser- moje TOP 5:

5- Albania



Będę bronić tej Pani, bo to na serio nie jest zła piosenka. Daję tak wysokie miejsce, bo ładna prezentacja, radiowa kompozycja i dobrze przemyślany występ. Fałsze słychać na kilometr, ale przypominam, że fałszująca Cleo w zeszłym roku była o wiele wyżej od Elhaidy.

4- Szwecja - Nie ogłosiłbym go zwycięzcą, ale występ był bardzo fajny

3- Australia


Tegoroczny gość na konkursie (z okazji okrągłych 60 lat) wzbudził moje uznanie i wielkie WTF u całego społeczeństwa. To z pewnością był jednorazowy wyskok organizatorów, ale jeżeli miałyby się pojawiać takie propozycje to ja jestem za. Tego się po prostu dobrze słucha.

2- Łotwa


Animata Savadogo - typowa łotewska uroda, karnacja i nawet nazwisko. Ale piosenka kozak, prezentacja sceniczna przekozak, mój osobisty czarny koń w całym konkursie. Wiadome było że nie wygra, ale ostateczna pozycja w finale (6) zdecydowania zadowala i pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość.

1- Belgia 


Powtórzę to co pisałem po pierwszym półfinale : 19latek, samouk, sam wymyślił prezentację, wizualizacje i strój, a 'Rythm inside' to pierwsza w pełni skomponowana przez niego piosenka. Ja w wieku 23 lat nie potrafię na fortepianie zagrać 'wlazł kotek na płotek'. Czwarte miejsce to dla mnie za mało jak dla niego, ale z drugiej strony koleś ma teraz warunki do wydania czegoś w pełni selfmade. Czekam na płytę.



Ostatnia Szwedzka Eurowizja została zorganizowana w 2013 roku (Loreen, ktoś pamięta? :) ) i wyglądało to nieźle. Nastaje teraz eurowizyjny sezon ogórkowy, aby za rok znów cieszyć się tym - jakby nie patrzeć - świętem europejskiej muzyki. Miejmy tylko nadzieję, że nie będzie gorzej niż w tym roku (muzycznie), a będzie dobrze. 

Więcej grzechów nie pamiętam
Mateusz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz