Wszystkie wpisy

środa, 12 listopada 2014

Nawet sensacji już zabrakło, czyli EMA 2014


Cześć.
Nie mogło u mnie zabraknąć relacji z EMA (Europe Music Awards). Gala jest bardzo bliska tematyce tego bloga, no i - rzecz jasna - moim dziwnym zainteresowaniom. Szkoda tylko, że z roku na rok coraz bardziej się zawodzę
, ale na narzekania będzie jeszcze czas.

Tegoroczna edycja była jubileuszowa - MTV świętowało 20lecie eventu. Można było spodziewać się fajerwerków, zaskakujących występów bądź czegokolwiek, co by nas wprawiło w zdumienie i dosłownie wywaliło z domowych kapci. Ja nawet tych kapci nie założyłem, a co dopiero mnie z nich wywalić. Nawet od tej złej strony, jak to w roku 2003 (no dobra, VMA, ale to samo podwórko) :


Na pewno o tym słyszeliście. No i można sobie przypomnieć czasy młodości (wśród publiczności Bijąse rocznik 2003, Eminem rocznik 2003, 50Cent (pisiont groszy) rocznik 2003, Justin Timberlake (Bieber jeszcze w powijakach) rocznik 2003 no i Snoop Dogg, wiadomo jaki rocznik.

O tym się mówiło, na taką sensację - niezależnie od tego czy była smaczna - się czekało, przecież o pocałunku Madonny i Britney rozpisywał się nawet Super Express.
A teraz? Chyba nudniej być nie mogło.
Galę otworzyła swoim występem najbardziej wtórna wokalistka, czyli Ariana Grande. (W tym wpisie tylko linki, ponieważ MTV bardzo dobrze prowadzi selekcję swoich filmów na YT). Nie będę się o niej rozpisywać (bo zrobiłem to już tutaj), a nie zmieniło się nic. Pomysł z przefrunięciem nad widzami w Kinder Niespodziance oceniam na mocne 0. Nawet Doda już to robiła ze 3 lata temu.
Potem było już gorzej, Może to faktycznie problem z klęską urodzaju gości (Ed Sheeran, Kiesza, Charlie XCX czy Enrique Iglesias), którzy albo dopiero próbują przebić się do mainstreamowej ekstraklasy, albo czasy swojej świetności mają już dawno za sobą.  Tak, mam na myśli Iglesiasa. Sytuacji nawet nie uratował Bono ze spółką, czyli U2, chociaż i tak muzycznie to wyglądało najlepiej i najprzyjemniej się słuchało. Sęk w tym, że utwór nie chwyta tak jak starsze numery i jest po prostu... nudny? Dla tej gali to niestety słowo klucz jak widać.
Reżyserzy szkockiej gali (Glasgow w tym roku było gospodarzem) chyba zdawali sobie z tego sprawę i postanowili wyróżnić jedną osobę, dając jej prowadzenie i serię śmiesznych w założeniu żartach i stroje eksponujące tyłek.
Wiecie o kogo chodzi, prawda?
Nicki Minaj. Królowa nie-wiadomo-czego. Ale nazwali ją królową i taką z niej zrobili.
Jako prowadząca nie wypadła AŻ TAK ŹLE. Widziałem gorszych, widziałem lepszych (np Katy Perry). Nie jest przecież jej winą to, że napisali jej teksty tak suche, że aż własne pranie mi się wysuszyło (dla przykładu: próba pobicia selfie z Oscarów, w których przeszkodził Dinozaur, z szacunku do Was drodzy czytelnicy nie linkuję), niedziałające mikrofony i inne atrakcje. No ale nagrodę dostała (Best Hip Hop) i po raz kolejny zaszokowała z 'Anacondą'. Szkoda że występ do złudzenia wyglądał jak ten, który Nicki nam sprawiła pół roku wcześniej na gali VMA. 
Nagrody ostatecznie rozdano, ale bez większego szoku ( Ariana x2, Katy Perry x2, potem stały zestaw czyli Justin Bieber, 30 Seconds to Mars i jakiś random z Chin). Polskę godnie reprezentował Dawid Kwiatkowski i ... Wojtek z Warsaw Shore. Mam wrażenie że ten drugi by szybciej zdobył cokolwiek.

Zwycięzcy gali świadczą tylko o jej randze i pokazują, że w ostatnim roku raczej nic wielkiego w świecie popkultury się nie stało. MTV nie postarało się w ogóle (mam wrażenie przeglądając Youtube, że gale z paru lat wstecz były realizowane z większym rozmachem), a występy były wtórne i spokojnie można było przełączyć kanał na 'Rolnik szuka żony'. Pewnie większe emocje, niestety.

Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy. Ktoś zgubi majtki, ktoś pozazdrości nagrody i wbije na scenę mówiąc że nie zasłużył, ktoś zaliczy wywrotkę przy odbiorze nagrody lub zapali zioło. Mówcie co chcecie, ale... Chleba i igrzysk.

Mateusz. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz